„Szit end szajs” 2020, czyli jak bawiliśmy się u dinozaurów :)

Z wizytą w tym miejscu, przyznać muszę, trochę czekaliśmy, obawiając się, że na takie atrakcje Klarka jest jeszcze po prostu za mała. Ale po pierwsze- rok bez „szit end szajs” (takie nasze rodzinne określenie parków rozrywki, za którym dorosła część drużyny Gibskich nie przepada) rokiem straconym ;), a po drugie- skończone trzy lata to już nie przelewki. Można spotkać się z prehistorycznymi gadami. Jak pomyśleliśmy tak też zrobiliśmy i pewnej lipcowej soboty wyruszyliśmy do Zatorlandu.

Ze względu na pandemiczny czas zdecydowaliśmy się na wizytę zaraz po otwarciu. Wiadomo- wakacje, do tego weekend a chcieliśmy jednak uniknąć największych tłumów. I chyba nam się udało. Zatorland to nie tylko tak znane wszystkim dinozaury- to cztery parki tematyczne, choć wiadomo, że wielkie gady robią na pewno największe wrażenie. Kupując bilet można zdecydować się na wejście jedynie do lunaparku (32,90 PLN) lub do wszystkich parków tematycznych (odpowiednio 39,90 PLN dla dzieci do 110 cm wzrostu, 49,90 PLN bilet ulgowy i 59,90 PLN bilet normalny). Istnieje także opcja zakupu pakietu ważnego dwa dni w cenie 59,90 PLN, 69,90 PLN i 79,90 PLN w zależności od opcji wiekowej. My zdecydowaliśmy się oczywiście na bilet do wszystkich parków, w wersji jednodniowej. W kasie, przy zakupie biletów dostajemy także mapkę atrakcji z miejscem na pieczątki po zebraniu których przy wyjściu odebrać można niewielki upominek. Mała rzecz a cieszy i jest naprawdę fajną propozycją dla najmłodszych odwiedzających.

Tuż za bramą wejściową znajduje się lunapark, który choć nie poraża swoimi rozmiarami, dla naszej 3- latki był zupełnie wystarczający. Mimo iż nie wszystkie karuzele są jeszcze dla niej dostępne, przejażdżki na diabelskim młynie, latających słoniach czy weneckiej karuzeli sprawiły Młodej ogrom radości. Prócz tego na terenie lunaparku są dwa małpie gaje, dla młodszych i starszych dzieciaków oraz kilka urządzeń typowych dla placów zabaw. Do tego oczywiście trochę zabawek uruchamianych na monety, których nam na szczęście udało się uniknąć. Korzystanie z poszczególnych atrakcji nie jest limitowane, zabawa w lunaparku może więc przeplatać wizyty w kolejnych parkach tematycznych.

Jako pierwszy na trasie naszego zwiedzania znalazł się Park Dinozaurów. Mogłoby się wydawać, że ruszające się stwory z tworzywa sztucznego będą kompletną tandetą, jednak nic bardziej mylnego- park przygotowany jest naprawdę bardzo dobrze. Duża powierzchnia, opisy poszczególnych gatunków, których jest tu naprawdę sporo, no i fakt, że gady prezentują się naprawdę bardzo realistycznie. Można poczuć się jak na spacerze w prehistorycznym lesie. I choć w naszej rodzinie nie ma żadnych dinozaurowych freak’ów zwiedzanie było naprawdę bardzo przyjemne.

Po opuszczeniu Parku Dinozaurów udaliśmy się na kolejkę, która podwozi zwiedzających do kolejnego z parków a mianowicie Parku Mitologii. Kursuje co 20 minut i jest kolejną miłą atrakcją dla najmłodszych. Sam Park mitologii zrobił na nas już zdecydowanie mniejsze wrażenie., po części pewnie dlatego, że Klarka na mitologię jest jeszcze zdecydowanie za mała. Ciężko opowiadać jej historię Cyklopa czy Gai, same figury są już zresztą dużo mniej atrakcyjne i bardziej w stylu „szit end szajs”. W parku wypiliśmy jednak bardzo dobrą mrożoną kawę a młoda poszalała na placu zabaw i dużej huśtawce, którą wprawia się w ruch ciągnąc specjalnie przygotowaną linę. Ponieważ park znajduje się nad wodą można zafundować sobie także przejażdżkę wodnym tramwajem, z którego lepiej można przyjrzeć się umiejscowionym na stawie mitologicznym bohaterom, my jednak odpuściliśmy.

Do głównego parku wróciliśmy już na piechotę, po czym po przejściu przez główną bramę odbiliśmy w kierunku ostatniej z atrakcji, czyli Parku Owadów. Stwierdzenie, że Klarka nie jest największą fanką owadów na świecie jest niezwykle delikatne, dlatego nie kontemplowaliśmy każdego z okazów, które są tutaj naprawdę znacznych rozmiarów. To, co jednak zrobiło na mnie naprawdę duże wrażenie w tym miejscu to drewniane place zabaw wyrastające ponad owadzimi sylwetkami. Konstrukcje naprawdę duże i pomysłowe, na tyle, że każdy mały miłośnik wspinania znajdzie tu coś dla siebie. I tak naprawdę nie tylko mały, sama bowiem pokusiłam się o wejście na jedną z nich, do której Klarka jeszcze nie dorosła. I razem dałyśmy radę. Dla starszych dzieci w parku postawiono także miasteczko drogowe, po którym można poruszać się specjalnymi gokartami ćwicząc jednocześnie znajomość znaków i przepisów ruchu drogowego.

Na samym końcu wizyty postanowiliśmy wstąpić jeszcze na chwilę zabawy do lunaparku. Kilka przejażdżek na karuzelach, skąd nagle przegoniła nas burza z ogromną ulewą. Wpadliśmy więc tylko na chwilę do sklepiku z pamiątkami odebrać naszą mini- nagrodę, kupić jakiś drobiazg przypominający o wycieczce i pędem do samochodu. Mimo tej dość gwałtownej końcówki wizyta w Zatorlandzie była naprawdę udana. I chociaż jak wiadomo, nie jestem fanką takich miejsc, uważam że bardzo miło można spędzić tutaj czas z dzieciakami. A atrakcji na pewno wystarczy na cały dzień.

Zajrzyj do....

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.