Czupi na szlaku- Dolina Wodącej

Zaczynam już powoli tracić nadzieję czy w tym roku w ogóle uda nam się rozpocząć sezon górskich wędrówek. Zdecydowanie bardziej stabilnie było zimą, kiedy udało nam się zorganizować kilka naprawdę udanych wycieczek a teraz- chlapa, breja i do tego wiatr. Nie poddajemy się jednak i zamiast siedzieć w domu zwiedzamy najbliższą okolicę. Mimo zamkniętej kultury udało nam się nawet odwiedzić jeden zamek, a jak do tego doszło- o tym już za chwilę.

Gdy planowałam nasz cotygodniowy weekendowy wyjazd moją uwagę przykuła Dolina Wodącej. W niezbyt dalekiej odległości, z dodatkowymi atrakcjami i co najważniejsze- jeszcze nas tam nie było. Wprawdzie nie obyło się bez orientacyjnych problemów, jak to często bywa kiedy ruszamy na ścieżki dydaktyczne, ale wycieczka i tak była bardzo udana. Zacznę jednak po kolei.

Dolina Wodącej leży oczywiście na Wyżynie Krakowsko- Częstochowskiej, między wsiami Smoleń i Domaniewice. Jest niezwykle zróżnicowana pod względem krajobrazowym, co jednak ciekawe, jej dnem nie przepływa żadna rzeka co jest tak charakterystyczne dla innych podkrakowskich dolinek. Dodatkową atrakcją są wznoszące się nad doliną ruiny zamku Pilcza w Smoleniu, które można zwiedzać nawet w obecnych, pandemicznych czasach. Poznawać te tereny można korzystając z jednego z przebiegających tamtędy szlaków a są to: czerwony Szlak Orlich Gniazd, niebieski Szlak Warowni Jurajskich o także zielony Szlak Jaskiniowców i oznakowana na czerwono ścieżka dydaktyczna, na którą my się zdecydowaliśmy.

Ścieżka staruje pod Ośrodkiem Edukacyjno- Naukowym ZPKWŚ i choć sam Ośrodek był zamknięty nie było problemu z zostawieniem samochodu na skraju lasu. Początkowo podążanie ścieżką nie nastręczało problemów, chociaż zaczęliśmy przemierzać ją „od końca”. Idąc lasem minęliśmy majaczące w oddali ruiny zamku Pilcza, udało nam się nawet odnaleźć jedną z umieszczonych na szlaku tablic edukacyjnych, kiedy jednak znaleźliśmy się w okolicy parkingu pod Zegarowymi Skałami zaczęły się schody. Wokół widzieliśmy oznakowania wszystkich szlaków oprócz tego, którym wędrowaliśmy. Wiedząc jednak, że powinniśmy znaleźć się pod skałami wydeptaną przez łąkę ścieżką ruszyliśmy w tamtą stronę. Interesujące nas znaki odnaleźliśmy jeszcze na chwilę, przy pierwszej ze skał, później musieliśmy już pożegnać się z nimi definitywnie. Zegarowe Skały są jednak tak fascynującą formacją, że z chęcią pokręciliśmy się między nimi bez większego celu. Wspięliśmy się na punkt widokowy, zajrzeliśmy także do Jaskini Jasnej. Sama nazwa skał pochodzić ma podobno od zegara czy też dzwonu, którego bicie słychać w Wigilię i Noc Świętojańską w jednej z jaskiń, które zresztą były niejednokrotnie zasiedlane o czym świadczą znalezione tu przez archeologów narzędzia krzemienne oraz kości zwierząt. Gdyby więc ktoś chciał sprawdzić ile w tej legendzie prawdy to do 21 czerwca już coraz bliżej 🙂

Spod skał wróciliśmy dokładnie w ten sam sposób, w który do nich trafiliśmy- ścieżką prowadzącą przez pola, która sprowadziła nas do czerwonego szlaku (jednak nie ścieżki, którą rozpoczęliśmy wycieczkę), ten kolei doprowadził nas wprost na parking pod zamkiem Pilcza. Tam samochodów było już całkiem sporo- widać, że jest to wśród turystów dość popularne miejsce. By zwiedzić ruiny należy wykupić bilet wstępu, uważam jednak, że naprawdę warto tam zajrzeć. Zamek znajduje się na terenie Rezerwatu Smoleń i prezentuje się naprawdę okazale, choć początki jego historii nie są do końca jasne. Na przestrzeni wieków zamek nie tylko zmieniał swoich właścicieli, ale również funkcje (umiejscowiono tutaj nawet produkcję śrutu strzelniczego), powoli popadając w ruinę. Przeprowadzona w ostatnich latach renowacja w żadnym wypadku nie zaszkodziła budowli, charakter średniowiecznej warowni został zachowany a my mamy okazję pokręcić się trochę po pozostałościach dawnych komnat a także wspiąć się na zamkową wieżę, z której pięknie widać okolicę.

Po zwiedzeniu zamku wyznaczonym już szlakiem trafiliśmy na przebyty już przez nas wcześniej odcinek ścieżki dydaktycznej, który już bez problemów zaprowadził nas do samochodu.

Po raz kolejny po odbytej wycieczce nachodzi mnie jednak refleksja, że labo jesteśmy wyjątkowo gapowatą rodziną albo często o stworzone szlaki nie bardzo ma kto zadbać w późniejszych latach. Wiadomo, że każdy szlak wymaga co kilka lat sprawdzenia i odświeżenia by nadal mógł pełnić swoją funkcję. Owszem, potrzeba nakładów pracy i środków, warto jednak byłoby o tym pomyśleć tworzone ścieżki są bowiem naprawdę świetną inicjatywą wartą podtrzymywania. Niemniej, nawet trochę na ślepo, Dolinę Wodącej na pewno warto odwiedzić. A zając mój upór pewnie i my kiedyś tam wrócimy w poszukiwaniu zagubionych tym razem oznaczeń. Trzeba w końcu zdobyć 100 % pewności czy zawiodły nas własne oczy czy jednak to z oznaczeniami coś nie do końca zagrało.

Dolina Wodącej

dystans: 6,5 km

suma podejść: 241 m

suma zejśc: 235 m

czas przejścia: 2 h 42 min

Zajrzyj do....

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.