Czupi na górskim szlaku- ze Złatnej na Krawców Wierch

Planując naszą kolejną górską wyprawę po raz wtóry postanowiliśmy skorzystać z zaproszenia znajomych i wybrać się w Beskid Żywiecki. Dobrze czasem oddać pałeczkę komuś innemu i po prostu jechać we wskazane miejsce, bez szczególnego rozkminiania trasy. Wybrany szlak uwzględniał oczywiście nasze ograniczenia wynikające z wędrowania z maluchem, niemniej Klarka i tak okazała się gwiazdą imprezy wędrując dzielnie całe 12 km. Tym też sposobem, niejako od niechcenia, rozpoczęliśmy działania w zdobywaniu Korony kolejnego pasma górskiego a mianowicie Beskidu Żywieckiego.

Szlak, który wybraliśmy startuje z miejscowości Złatna, gdzie pod kościołem, a właściwie kapliczką, którą dość łatwo przeoczyć, znajduje się dość spory parking. Stamtąd do Bacówki na Krawcowym Wierchu mamy 5 km i ponad 450 m przewyższenia, my jednak planowaliśmy podejść 700 m dalej, na sam szczyt, grzech bowiem nie skorzystać będąc tak blisko. Początkowy etap wędrówki to spokojny spacer bez żadnych utrudnień, najpierw wśród zabudowań, później już lasem. I chociaż droga wciąż jest asfaltowa samochody należą naprawdę do rzadkości, towarzyszy nam za to wesoło szemrzący strumyk o jakże pozytywnie nastrajającej nazwie „Straceniec” 🙂 Po przejściu mniej więcej 3,5 km szlak skręca i opuszczając asfalt zaczyna dość stromo piąć się w górę. W sezonie zimowych warto mieć z sobą raczki, my sami zdecydowaliśmy się założyć swoje, po ostatnich dniach z nieco wyższą temperaturą na szlaku zalegała bowiem cienka warstwa lodu. W raczkach było po prostu bezpieczniej. Jestem zresztą zdania, że wychodząc zimą w góry, nawet niskie, warto mieć raczki zawsze w plecaku, nigdy bowiem nie możemy być pewni co zastaniemy na szlaku. Mnie zresztą trzy lata temu doskonale sprawdziły się w Dolinie Kościeliskiej, którą raczej ciężko posądzić o jakieś trudności wspinaczkowe więc… Ale wracając do naszej wycieczki- po dłuższym okresie dość stromego wspinania szlak łagodnieje, drzewa się przerzedzają a my wreszcie mamy okazję podziwiać panoramy pobliskich szczytów. Wkrótce wychodzimy na zupełnie otwartą polanę i naszym oczom ukazuje się Bacówka na Krawcowym Wierchu. Na niczym nieosłoniętej przestrzeni wieje też dużo mocniej, ponieważ jednak naszym celem est sam szczyt nie zatrzymujemy się, ale maszerujemy dalej kolejne 700 m. Ten ostatni odcinek nie sprawia już jednak żadnych trudności- jest to po prostu spokojny spacer wzdłuż granicy polsko- słowackiej.

Po powrocie na polanę, skąd roztaczają się naprawdę piękne widoki wreszcie przychodzi czas na zasłużony odpoczynek. Manu w Bacówce nie jest długie jednak racuchy popijane grzanym winem smakują wybornie. Mimo iż wiatr nie odpuszcza. Pamiętajcie tylko żeby mieć gotówkę jest to bowiem jedyna dostępna forma płatności. Po posileniu się, zdobyciu pieczątki i pamiątkowego znaczka zaczynamy schodzić w dół. I chociaż sam koniec wycieczki to już bardzo powolne przebieranie nóżkami, Klarka była bowiem dość zmęczona swoim rekordowym dystansem- dała radę. Brawa całej naszej grupy na parkingu też były na pewno świetną nagrodą. Dlatego też wycieczkę uważam za bardzo udaną. I chociaż w Beskid Żywiecki mamy jednak trochę dalej, na pewno chętnie tam wrócimy w najbliższym czasie zdobywać kolejne szczyty.

Ze Złatnej na Krawców wierch

Złatna -> Bacówka Krawców Wierch (szlak niebieski)

Bacówka Krawców Wierch -> Krawców Wierch (szlak żółty)

dystans: 12 km

suma podejść: 772 m

suma zejść: 767 m

czas przejścia: 5 h 03 min

Zajrzyj do....

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.