Czupi na górskim szlaku- z Bielska na Kozią Górę

Ponieważ ten sezon układał się jakoś tak, że do tej pory nie udało nam się w pełnym składzie wyskoczyć w góry, w miniony weekend postanowiliśmy to nadrobić. Wybierając trasę kierowałam się tym, żeby nie była zbyt trudna (Klara waży w tym momencie prawie 15 kg i noszenie jej na plecach staje się powoli nie lada wyczynem) i niosła ze sobą coś atrakcyjnego dla dzieci, których towarzyszyła nam aż dwójka. Ostatecznie postawiliśmy więc na Kozią Górę, zwaną także Stefanką, bo podobno krótko, łatwo a na górze dodatkowy bonus w postaci placu zabaw przy schronisku. Traf chciał, że tego samego dnia odbywał się Bieg Zbója, naszą wycieczkę rozpoczęliśmy więc od problemu ze znalezieniem parkingu. Miejsca pod „Hotelem na Błoniach” były już, mimo niezbyt późnej pory, zajęte, samochód zmuszeni byliśmy więc zostawić niżej. I chyba nawet lepiej się stało bo zamiast dochodzić ulicą Parkową do szlaku zielonego skręciliśmy  już przed hotelem i obok „Błoniolandii” skierowaliśmy się za znakami  prowadzącymi do jednej ze ścieżek Enduro Trails- „Stefanki” właśnie. Choć nadłożyliśmy prawie 2 km drogi ścieżka okazała się szeroka, wygodna, z łagodnym podejściem a wyprzedzający nas co jakiś czas rowerzyści nie stanowili problemu. Po drodze było natomiast mnóstwo okazji do wrzucania kamieni do kałuż (jak dobrze, że dzień wcześniej padało), szukania grzybów, zbierania patyków i żołędzi. Było na tyle ciekawie, że nasi najmłodsi turyści bez marudzenia przeszli prawie 4 km. Pod tablicą obwieszczającą początek rowerowej trasy odbiliśmy w bok i ścieżką wskazaną przez Google Maps doszliśmy do Koziej Przełęczy.

Tam dzieciaki wskoczyły już na plecy bo niebieski szlak na którym się znaleźliśmy zaczynał piąć się ostrzej w górę i w takiej konfiguracji pokonaliśmy ostatnie 15 min dzielące nas od schroniska. A tam- ideał, jeśli chodzi o wycieczkę z maluchem. Duża przestrzeń, mnóstwo miejsca do odpoczynku i to zarówno w cieniu pod drzewami jak i przy stoliku. Dla głodnych i spragnionych bufet w schronisku oraz grill na zewnątrz. I coś, co może nie jest w górach najważniejsze, ale przy okazji wycieczki z maluchem bardzo się przydaje- fajny, drewniany plac zabaw. Dodatkowa motywacja do wspinaczki i świetny zajmowacz czasu podczas oczekiwania na małe co nieco do przekąszenia. Aż nie chciało się wracać na dół.

Żeby nie powielać trasy zejść zdecydowaliśmy się już bez kombinowania, szlakiem zielonym, wzdłuż nieczynnego już toru saneczkowego. W trakcie wędrówki powrotnej okazało się, że w sumie zupełnie przypadkowy wybór innej trasy przy podejściu był bardzo dobry, małe nóżki mogłyby bowiem nie dać rady przy kilku bardziej stromych podejściach i luźnych kamieniach osuwających się spod stóp. A tak maluchy mogły spokojnie zregenerować siły w nosidłach zbierają energię na zbliżający się obiad a mamom zostało jedynie zniesienie swoich słodkich „plecaków” z góry zamiast taszczenia ich w obie strony.

Jeśli natomiast okazałoby się, że jakiś mały turysta nie ma jeszcze dość wrażeń na jeden dzień zawsze można w drodze powrotnej zatrzymać się na bielskich Błoniach, gdzie okazji do wybiegania się i wyszalenia jest jeszcze kilka. My jeszcze nie testowaliśmy, ale Kozia Góra tak mnie zachwyciła, że na pewno tam wrócę- tak więc wszystko przed nami.

Zajrzyj do....

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.