Czupi na górskim szlaku- z Brennej do Chaty Wuja Toma

Kiepsko, oj kiepsko pod względem górskich wypraw wypadła nam tegoroczna zima. Trochę skupiliśmy się na innych kierunkach wyjazdów, trochę natomiast przeżywamy chyba właśnie najgorszy z górskich etapów u Klarki. Nosidło już nie bardzo (bo nudno), na nogach ok, ale pod warunkiem, że niezbyt długo i może po drodze obejrzeć dokładnie każdy patyczek i kamyczek. Wybór odpowiedniej trasy staje się więc dość problemowy (najlepszym rozwiązaniem byłoby chyba zabieranie psa, bo wtedy na spacerach dostaje takiego powera, że trudno za nią nadążyć- trzeba więc rozważyć tę opcję 🙂 ). Niemniej postanowiliśmy zaryzykować, bo cóż to za zima bez chociaż jednej górskiej wyprawy.

W momencie planowania wyjazdu starałam się znaleźć trasę jak najbardziej odpowiednią dla sanek, pierwotnie bowiem plan był taki, żeby do miejsca docelowego Klarkę po prostu wciągnąć. Stąd wybór mój padł na Chatę Wuja Toma zdobywaną od strony Brennej. Niestety… Odwilż nieco pokrzyżowała nasze plany, po przyjeździe bowiem okazało się, że w Brennej jest mniej śniegu niż w Olkuszu. Widząc wokół czarny asfalt i zieloną trawę zdecydowaliśmy się zostawić sanki w samochodzie i postawić jednak na nosidło. Czy wybór był dobry? Po kilkuset metrach okazało się wprawdzie, że na szlaku, który biegnie lasem, śniegu jest wystarczająco dużo żeby sanki mogły przejechać, z Młodą na plecach jedna również daliśmy radę… I było całkiem przyjemnie. Trochę gimnastyki wymagało wprawdzie ciągłe spełnianie życzeń „Dziiii” i „Na nioki” (czyt. „Wyjść” i „Na rączki”), ale zaprawieni w boju rodzice dali radę 🙂

A jak sama trasa? Żółty szlak startuje z Brennej Bukowej i według oznaczeń do Przełęczy Karkoszczonka powinien zaprowadzić nas 1 h 15 min. Nam udało się pokonać tę trasę właśnie w porównywalnym czasie, w warunkach letnich jest to więc na pewno nieco krótsza wędrówka (pod warunkiem oczywiście, że nie podróżujemy z ciekawym całego świata maluchem). Niemniej trasa na pewno nadaje się świetnie na wędrówkę z dziećmi, i to zarówno w warunkach letnich, jak i zimowych. O wyprawę pokusić się mogą nawet najmłodsi, większość drogi prowadzi bowiem asfaltem, który łagodnie pnie się w górę. Mniej pancerny wózek może mieć problemy jedynie przy samym podejściu do Przełęczy Karkoszczonka, kiedy robi się dość stromo, krzepki tatuś powinien sobie jednak poradzić z takim utrudnieniem. Ja jak zawsze polecam chustę lub nosidło, choć w warunkach zimowych dobrze mieć sprzęt, który poprawi naszą przyczepność. Góry niby niskie, ja jednak niosąc dziecko na plecach zawsze pewniej czuję się w raczkach, zwłaszcza przy takiej aurze jak wówczas, kiedy wierzchnia warstwa śniegu jest zmrożona i bardzo śliska. Szlak nie należy może do najbardziej widokowych, aż do samej Przełęczy idziemy bowiem lasem, przy wietrznej pogodzie jest to jednak prawdziwe wybawienie. I jeszcze jeden plus- na górze czeka na nas Chata Wuja Toma, gdzie w przyjemnej atmosferze możemy rozgrzać się herbatą, posilić czymś smacznym i wbić kolejną pieczątkę do książeczki PTTK.

Podsumowując- trasę jak najbardziej polecam i jeśli tylko mój mąż da się namówić chętnie wrócę tu także w letnich warunkach 🙂

Zajrzyj do....

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.