Bluza Greyse- subiektywna recenzja…

Wreszcie, po kilku miesiącach użytkowania, przyszedł czas na recenzję bluzy dla dwojga Greyse, w której ja osobiście jestem zakochana, ale po kolei.

Po pierwsze zdaję sobie sprawę, że 250 złotych za bluzę to nie jest mało, ja jednak nie żałuję żadnej wydanej na nią złotówki. Sama od czasu do czasu dłubię sobie coś handmade’owego, staram się więc doceniać innych twórców i wysiłek, jaki trzeba włożyć w powstanie jakiegokolwiek produktu, który będzie nie tylko oryginalny, ale i dobrej jakości. A ta bluza właśnie taka jest. Poza tym firma pochodzi z naszego, polskiego podwórka, co także nie pozostaje bez znaczenia. Zainteresowanym podpowiem natomiast, że na grupie facebookowej GREYSE Polska trafić można na akcje, w trakcie których bluzy są sprzedawane kilkadziesiąt złotych taniej. I to nowe.

Bluza nadaje się do noszenia zarówno z przodu jak i z tyłu, choć słyszałam opinie, że ciężko przełożyć dziecku przez główkę przeznaczoną dla niego część, kiedy mamy je na plecach. Ten etap noszenia jeszcze przed nami, więc wypowiem się, kiedy sama przetestuję. Natomiast ubranie siebie i dziecka zamotanego z przodu nie sprawia żadnych problemów. Bluza wyposażona jest w kapturek dla malucha oraz dość obszerny komin dla mamy, który też może służyć jako kaptur, ja jednak zawsze zakładam go na szyję, głowę w razie konieczności dogrzewam tradycyjnie czapką. Długie rękawy zakończone ściągaczem posiadają thumb holes (dziurę na kciuka) dzięki czemu łatwiej nam ogrzać dłonie kiedy temperatura jest już nieco niższa. Bluza nie jest gruba, ale naprawdę ciepła. W mroźną zimę nie da rady, ja testowałam ją już jednak w temperaturze około zera stopni i była ok. Pod spód założyłam koszulkę i cienki polar, Czupi miała body z krótkim rękawem, cienką bluzeczkę z długim i niezbyt gruby sweterek, i z ponad godzinnego spaceru wróciłyśmy cieplutkie (no może z wyjątkiem lekko zmarzniętych nosów 🙂 ). Jedyną niewielką niedogodnością może być fakt, że spodnia warstwa dresówki, z której uszyta jest bluza czepia się do ubrania, zostawiając niewielkie kłaczki, co dla niektórych osób może stanowić wadę, ja jednak na dobrą sprawę w ogóle nie zwracam na to uwagi.

Podsumowując, u mnie bluza sprawdza się rewelacyjnie, testowana w warunkach miejskich, wiejskich i górskich zawsze dawała radę. Dla mnie idealne rozwiązanie na nieco chłodniejsze dni. A naszym patentem na noszenie zimą podzielę się kiedy tylko przejdzie wszystkie niezbędne testy 🙂

 

P.S. Zdjęcia oczywiście ze strony producenta, czyli http://greyse.com/pl/

 

 

Zajrzyj do....

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.