Ginja i inne przysmaki…

Spędziliśmy najbliższymi i przyjaciółmi tydzień w Lizbonie, tak więc mieliśmy okazję zetknąć się z tamtejszymi kulinariami. Mnie, tradycyjnie, przypada rola, pisząc wzniośle, recenzenta napotkanych w stolicy Portugalii dań.

Pamiętacie dialog z „Pulp Fiction” pomiędzy Vincentem Vegą a Julesem Winfield’em dotyczący kontynentalnego żarcia? Dla przypomnienia:

– But you know what the funniest thing about Europe is?

– What?

– It’s the little differences. I mean they got the same shit over there, we got here, but it’s just there’s a little difference.

Gdyby sparafrazować tę subtelną wyminę zdań i odnieść ją do lizbońskiego jedzenia mógłbym pokusić się o napisanie o tych „drobnych różnicach”.

W każdym przewodniku przeczytacie o tym, że bacalhau (dorsz) to obowiązkowe danie, ale już niekoniecznie o tym, że w zestawie z gotowaną rybą znajdziecie ciecierzycę, grubo krojoną świeżą cebulę, marchew surową startą na grubych oczkach, gotowane ziemniaki i … jajko na twardo. Mnie smakowało, ale głównie dlatego, że nowość, superświeża (jak za każdym razem ryba i w klasycznej dla tubylców knajpce spożyta. Polecam „Popular do Capelo” (R. Capelo 8, Lizbona). Zresztą jak zawsze warto posilać się w restauracjach, z których korzystają miejscowi. Zaserwowane ingrediencje to niestety nie do końca moja bajka, ale zwróciłem uwagę, że tarta marchew i surowa cebula jest często podawana. Moje danie kosztowało 11 euro.

dorsz z ciecierzycą, ziemniakami i jajkiem na twardo

W podobnej cenie (10 euro) i równie smaczny był pałasz (taka okoniowata ryba), w oryginale PEIXE ESPADA. Warto przed wyjazdem poszperać trochę u wujka Google bo w prawdziwej portugalskiej jadłodajni angielskiego nie uświadczysz.

pałasz

Nie muszę chyba dodawać, że pyszne domowe winko musi znaleźć się na stole, „żeby rybka nie myślała, że ją psi jedzą” (litrowa karafka za jedyne 8 euro).

Powracając do „drobnych różnic” i piszę to z uśmiechem na twarzy odczuwając jednocześnie wzmożoną pracę ślinianek, owoce morza są cudownie wręcz świeże. Nie odnoszę się tutaj oczywiście do turystycznych konglomeratów gastronomicznych, przed którymi wywieszone są zdjęcia zestawów. W nich nie byłem.

To przywiązanie lizbończyków do jakości potraw nie pozwoliło mi spełnić mojego pragnienia jeszcze sprzed wyjazdu. Otóż marzyłem o grillowanych sardynkach. Nie zjadłem ich bo urocza kelnerka z Taberna Economica de Cascais (R. Sebastião José de Carvalho e Melo 35, Cascais) wyjaśniła mi, że to nie sezon na sardinhos a oni mrożonych nie uznają. W zamian poleciła mi robalo grelhado (12 euro). Dzięki Bogu, choć nazwa nie zachęcała, zaufałem jej. Okoń morski prosto z Atlantyku był wyśmienity.

okoń morski z warzywami

Najdobitniej jednak odczuliśmy prawdziwy tawerniany klimat lizbońskiego wybrzeża w „Restaurante Cervejaria O Prado” ( R. da Junqueira 472, Lizbona). Ścisk, śmiech, gwar, ludzie wpadający żeby zjeść szybko obiad zakończony tradycyjnie kawą i wrócić do pracy. A propos niuansiki : w Polsce na tej powierzchni nie zmieściłoby się nawet połowę klientów. Tam, nie ma że się nie da. Tu się przesunie, tam się przestawi a tu wetknie i smacznego. A człowiek nie czuje się zdegustowany czy wkurzony, wręcz przeciwnie: zadowolony i zaopiekowany. Tam wziągnąłem na masę małe pieczone makrelki w towarzystwie ryżu i warzyw gotowanych. Zjada się owe rybki w całości wraz z ośćmi, pozostawiając jedynie głowy i ogony. Palce lizać.

makrele z ryżem i warzywami

Na każdym kroku przegryzaliśmy oczywiście Pasteis de Nata- babeczki budyniowe z ciasta francuskiego. Popijaliśmy to wszystko kawą lub orzeźwiającą sangrią (mi osobiście bardziej smakowała biała).

Z alkoholi spożyć należy obowiązkowo porto, najlepiej siedząc na jednym z licznych tarasów widokowych. Wtedy, w dobrym towarzystwie, smakuje najlepiej.

No i oczywiście Ginja d’Obidos. Smakowita (zwłaszcza pita w czekoladowym kieliszku) słabsza (20%) siostra naszej wiśniówki. To kolejna drobna różnica.

Pewnie, że tekścik w konwencji wywodu Vincenta Vegi to tylko pretekst do wspomnień na gorąco z cudownej, klimatycznej Lizbony. Trzeba tam po prostu jechać!

Podobało mi się miasto i jego historia, uśmiechnięci ludzie i nawet dżdżysta atlantycka pogoda.

Zajrzyj do....

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.